Lodówka

Lodówka to taki artykuł gospodarstwa domowego, który służy do przechowywania żywności w celu zachowania jej świeżości przez jak najdłuższy czas. To powszechnie znane zastosowanie, jednak ja chciałabym się skupić na dodatkowych funkcjach tego sprzętu. Po pierwsze, moja osobista lodówka służy jako jedno z ulubionych miejsc do spania moich kotek. Wskakują sobie na nią i mają tam sporo miejsca. Jest tam cieplutko i co więcej, gdy lodówka pracuje, wytwarzane są lekkie wibracje.

Kolejne zastosowanie lodówki to trzymanie, najczęściej na drzwiach, różnego rodzaju magnesów. Mogą to być magnesy ozdobne, instruktażowe lub notesiki, na których można notować rzeczy mniej lub bardziej ważne. Następną funkcją lodówki jest funkcja powiadamiająca o przepływie prądu w sieci.

Zdarzają się spadki napięć tudzież różnego rodzaju awarie, na skutek których następuje przerwa w dostawie prądu. A gdy wszystko wraca do normy, moja lodówka zwiastuje tą nowinę radosną melodyjką. Myślę, że w innych gospodarstwach domowych urządzenie to ma także dodatkowe zastosowania.


Katastroficzne porwanie

Dzisiaj miałam nieprzyjemny sen. W pewnym momencie tego snu jechałam na rowerze. Chciałam zaznaczyć tu, że sprawnego roweru nie posiadam – w kołach całkowicie nie ma powietrza i nie jestem pewna, czy dętki są całe. Jako, że mój rower waży, bagatela, osiemnaście kilogramów – nie śpieszy mi się zbytnio do jego naprawy.
Mam nadzieję kupić sobie pewnego razu po prostu nowy egzemplarz. Wracając do snu – zostałam w nim porwana przez podejrzanie wyglądającego mężczyznę. Poprosiłam jakąś panią, by zadzwoniła po policję, ale tego nie zrobiła. Jednak mój porywacz był tak pewny siebie, że pozwolił mi to zrobić, w ogóle nie bał się konsekwencji.
Zadzwoniłam więc z telefonu komórkowego pod numer sto dwanaście, opisując co się stało i gdzie jestem. A znajdowałam się w mojej dawnej dzielnicy na przystanku trolejbusowym, naprzeciwko dworca kolejowego. Po pewnym czasie pojawili się strażnicy miejscy na koniach, pani strażniczka wytłumaczyła mi, abym spokojnie poczekała do następnego dnia, bo teraz nie mogą mi niestety pomóc.


Kura czy ryba?

Karolina zadzwoniła do mnie wczoraj z nietypową propozycją. Otóż zaoferowała, że odda mi zamrożoną, trzykilogramową kurę. Bardzo doceniam jej propozycję, cieszę się, że pomyślała o mnie. Pewnie kierowała się tym, że mam dwa ogródki i kura mogłaby sobie swobodnie po nich biegać (gdyby już odmarzła) i skubać sobie trawkę. Kocham zwierzęta i Karolina o tym doskonale wie, dlatego z ciężkim sercem odmówiłam.

A kierowałam się tym, że mam trzy kotki, które by mogły biedną kurkę zaganiać na śmierć. Poza tym czwarte zwierzątko do jednej kuwety – to już byłoby za wiele. I jeszcze jedna ważna kwestia – kura jest zamrożona. Musiałabym poświęcić trochę czasu na odmrożenie jej i ewentualną później opiekę, gdyby się okazało, że jest przeziębiona.

A w tej chwili przynajmniej urlopu wziąć po prostu nie mogę, podobnie nie wchodzi w rachubę opieka nad kurką. Na szczęście Karolina zrozumiała moje argumenty. Sama ma dość duży taras, więc myślę, że stworzy kurce dogodne warunki. Może z czasem nawet pokusi się o jakiegoś atrakcyjnego kogucika.


Nowsze »