Place zabaw to miejsca przeznaczone dla dzieci. Stworzono je po to, aby dzieci miały możliwość pobawienia się poza domem. W co takie place są wyposażone? Otóż zacznę od piaskownicy. To wydzielone miejsce zawierające piasek o drobnej frakcji, w której dzieci mogą lepić babki, kopać tunele czy budować na przykład zamki. Ponadto na placach zabaw spotyka się różnego rodzaju drabinki, ściany wspinaczkowe, zjeżdżalnie i huśtawki.
Są huśtawki krzesełkowe, w których ruch odbywa się w kierunku zbliżonym do poziomego, a także huśtawki, na których korzystający porusza się w kierunku pionowym, są to tak zwane „koniki”. W tych przeznaczonych dla najmłodszych miejscach nie może zabraknąć ławeczek, na których mogą spocząć rodzice czy opiekunowie. Uważam, że place zabaw są wspaniałym wynalazkiem, ponieważ oprócz zabawy na sprzętach niespotykanych w domach, dzieci mają także możliwość integracji z rówieśnikami. Wspólna zabawa to także nauka zachowań w grupie, takich na przykład jak dzielenie się z innymi różnymi przedmiotami.
Międzygalaktyczny Mors rzeczywiście usunął się chwilowo z centrum czasoprzestrzeni na jej peryferia, aby oddać się tradycyjnemu, powtarzanemu co epokę świetlną, odpoczynkowi. To, co jednak rozumieją Ziemianie poprzez słowo „odpoczynek”, nie ma nic wspólnego z Morsem. W czasie galaktycznego odpoczynku Mors skanuje swój umysł, usuwając niepotrzebne toki myślowe, które straciły swa ważność lub nigdy nie były istotne.
Aby zregenerować swe siły po przygodzie na gwiezdnych schodach, jaką zgotował mu Tyran, Mors posila się jonami, czerpiąc je z jonosfery a także rozsmakowuje się w swoim przysmaku, czyli polu magnetycznym, prosto ze świeżego, dopiero co po wybuchu słońcu, które akurat nieopodal jego peryferii postanowiło zaistnieć.
W międzyczasie jego umysł porządkuje wszystko co się da, aby po powrocie do „normalności” Mors niczego nie żałował. Nie podarowałby sobie tych paru milionów lat, z których nic by nie wynikało. Jedna jednak myśl mąciła jego spokój… A dotyczyła pewnego kosmicznego bytu…